niedziela, 29 grudnia 2013

piątek, 1 listopada 2013

Rozdział 38 "Boję się!"


Nathan
-Jestem... Jak by ci powiedzieć... Kompozytorem.
-Mój były chłopak też komponował. Wiem, że to nie typowa prośba... Mogę dotknąć twojej twarzy?
-Tak. Pewnie.
  Jej dotyk spowodował na mojej twarzy zadowolenie. Bałem się, że mnie rozpozna. Bogu dzięki, dotknęła moich okularów. Jej palce przecierały szlaki, które pamiętały jeszcze naszą ostatnią wspólną noc. Dotknęła moich ust, które były spragnione jej słodyczy. Przejechała po mojej żuchwie, gdzie znajdował się lekki zarost. Spojrzałem na nią. Jej brązowe oczy otwierały się z każdym poczutym centymetrem mojej twarzy.
   Angela po chwili oderwała swoje dłonie od mojej twarzy i przeniosła je na włosy. Znów były poszarpane jak tej nocy, gdy mnie zostawiła.
-James, strasznie przepraszam.... Przypominasz mi...-pojedyncza, samotna łza spłynęła po policzku Angeli
    Przecież jej teraz nie powiem:  "Angela, przepraszam, że uciekłem. Chciałem ci pomóc, ale operację masz dopiero w czerwcu. Nie jestem James, to ja Nathan! " No proszę was... Od razu by mnie spoliczkowała i uciekła, a ja chcę ją mieć przy sobie. Znienawidziłaby mnie jeszcze bardziej niż w momencie, gdy straciła wzrok, a ja wyjechałem w poszukiwaniu pomocy dla niej. Zostawiłem ją i Clary.
-Spokojnie.- objąłem ją, z trudem powstrzymując chęć pocałowania jej
-Przepraszam, za dużo dobrych i złych wspomnień.
-Daj wytrę ci łzy.
     Otarłem ją szybko opuszkami palców. Nasze twarze były niebezpiecznie blisko siebie. Popatrzyłem w jej oczy. Tak bardzo mi ich brakowało. Pomału robi się nie zręcznie. Rozchyliła lekko usta, a ja położyłem dłoń na policzku Angeli, a ona wtuliła się z nią.
-Masz miłe dłonie.  -odparła, dotykając moich rąk, które złapała w swoje.
 Wpatrywałem się w nią. Dobrze mnie znała, bo wyczuła, że się denerwuję i puściła moją rękę.
  Siedzieliśmy i milczeliśmy. Ja na nią patrzyłem, a Angela się w coś wsłuchiwała. Nagle na jej twarzy zagościł uśmiech.
-Co się stało? -szepcząc spytałem
-Tamci państwo przy stoliku obok, obchodzą właśnie 50 rocznicę ślubu. Wspominają jak się poznali. Ona poszła do kina ze swoim chłopakiem, a on był biletowym. Chłopak tej babci olał ją, więc cała zapłakana wyszła z sali kinowej. On wyskoczył z kasy i zabrał ją do pobliskiej kawiarni na gorącą czekoladę. Byli przyjaciółmi, a później on wyznał jej miłość... Tak samo jak w moim przypadku.
-Tylko nie poszliśmy na czekoladę. Poznaliśmy się w szkolę. -pomyślałem
-Piękna historia miłosna.
-Owszem. -uśmiechnąłem się, myśląc, że mówi o nas. Spojrzałem na zegarek -Angela, ja już muszę iść.
-Poradzę sobie.-posmutniała
-Może cie odprowadzę? -spytałem, pomagając jej wstać.
-Dobrze.-od razu się rozpromieniła
   Złapałem ją za rękę i wyszliśmy. Rzuciłem jakieś drobne na stół i po prostu wyszliśmy. Dobrze wiedziałem, gdzie się kierować. Jednak udawałem, że nie wiem gdzie idę.
 

Angela
  Gdy dotknęłam jego twarzy, wydawało mi się, że siedzę obok Nathana. Dopiera jak wyczułam lekki zarost i okulary, byłam przekonana, że to nie on. Nathan mnie opuścił raz na zawsze.
  Ale głos Jamesa, dotyk jego dłoni na moim policzku, zapach- wszystko przypominało Nathana. Czasem miałam wrażenie, że to właśnie z nim rozmawiam, a nie z nowo poznanym facetem.
-Dziękuję. -powiedziałam, czując, że jestem już pod domem.
-To ja dziękuję. -powiedział, całując mój policzek. -Miło mi było. Dasz mi swój numer?
-Przecież wiesz gdzie mieszkam... -uśmiechnęłam się
-Ale wolę go mieć. Napiszę sms-a do ciebie.
-Nie odpiszę. Nie widzę.
-Zapomniałem. Nie widzę tego. Dla mnie jesteś normalną dziewczyna.
-Z dzieckiem.
-Właśnie. Nie boje się i chcę poznać twoich rodziców.
-James... Oni nie żyją.
-Umówimy się kiedyś?
-Pewnie tak.
    Znów ta chwila co w kawiarni. Staliśmy tak i nic nie mówiliśmy.
-Angela...
-James... -zaczęliśmy w tym samym momencie
-Tak? -znów razem
-Chciałem powiedzieć, że mi się podobasz.
-James...
-Shhhh.....
   Czułam jak się do mnie przybliżył. Przyciągnął mnie do siebie za talię i namiętnie pocałował. Całował jak Nathan... Może jestem nienormalna, ale tak było!! To jakby on tutaj stał i mnie całował. Czułam jakby tęsknił za moimi ustami. To musiał być Nathan. Przysunęłam się bardziej do niego i odwzajemniłam pocałunek.
-Wybacz mi.-oderwał nasze usta i połączył nasze czoła ze sobą
-Nie. Jest dobrze. Było miło. -teraz to ja go pocałowałam
   Staliśmy tak i trwaliśmy nie zważając na nic. Przerwałam pocałunek i wtuliłam się w pierś chłopaka. Poczułam jak po jego policzkach spłynęły łzy.
-Angela boję się, że mnie odrzucisz....
-James... Ja się boję, że nie pokochasz Clary...
-Wiesz, że czuję że znam cię wieczność?
-Mam tak samo....
-Wiem, że to za wcześnie, ale może byś... ty...
-James...
-Została moja dziewczyną??


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nowy rozdział po długiej przerwie!!!!!!!
Czy Angela się zgodzi??
Zapraszam na 39 rozdział "Musisz mi pomóc"


niedziela, 15 września 2013

Rozdział 37 "Wybacz mi!"

Nathan
-Co takiego? -popatrzyłem na niego ze łzami w oczach
-Tak mi przykro. Podczas wypadku straciła dziecko.
-Co?-spojrzałem ze zdziwieniem na niego.
-Nie wiedział pan?
-Nie... A który miesiąc?
-Drugi. -lekarz odszedł, a ja oparłem się o ścianę i zjechałem w dół, cały czas płacząc.
     Była w ciąży... ze mną. Nic mi nie powiedziała. A może sama nie wiedziała.... Tysiąc myśli zawładnęło moim umysłem. Wziąłem z portfela to zdjęcie z Wielkanocy. Ona musi przeżyć, ona musi przeżyć. Żyć dla Clary, dla mnie.
     Dopiero po chwili wywieźli ją z bloku. Zawieźli ją do sali numer 14. Podszedłem ze wszystkimi do szyby i patrzyłem jak leży bez życia i o nie walczy.
-Może pan do niej wejść. -powiedziała do mnie pielęgniarka. 
   Założyłem strój ochronny i wszedłem do sali, gdzie Angela walczyła jak lwica. Usiadłem przy jej łóżku. Wyglądała na bezbronną.  Łzy znów napłynęły do moich oczu. Ścisnąłem jej dłoń.
-Angela, wiem, że mnie słyszysz. Musisz walczyć. Musisz żyć dla Clary. Jak ty umrzesz, ja też. -kolejne łzy skapywały z mojego nosa na nasze splecione dłonie, które co chwila całowałem -Walcz, jeśli nie dla mnie to dla córki. Ona cie potrzebuje tak samo jak ja. Bez ciebie nie umiem racjonalnie myśleć. Wybacz mi wszystkie błędy. Wybacz mi!- zacząłem jej cicho śpiewać - Yeah it's true you know, we're not perfect  There's a fire inside of me It means I'll fight for the things that are worth it  If it makes me feel complete  Cause I'm hitting rocks, and I'm taking shots  I'm prepared to lose everything I've got. 

     Nagle Angela ścisnęła moją dłoń. Patrzyłem ja idiota na nasze dłonie, a potem na Angelę. Zaczęła powoli otwierać oczy. Bałem się, że mnie nie zobaczy. Rurka w przełyku utrudniała jej powiedzenie czegoś. Po  dosłownie minucie zjawił się lekarz i wyjął jej tą rurkę. 
-Proszę otworzyć oczy. -powiedział do niej doktor, a ona to zrobiła-Widzi mnie pani??
-Nie! Nic nie widzę! Nathan? -ścisnęła moją dłoń mocniej. 
-Jestem z tobą. 
-Nie opuszczaj mnie . -powiedziała ściskając mnie za dłoń i szukając źródła mojego głosu 
-Mogę z panem porozmawiać?
-Kochanie wracam za chwilę. -puściłem jej rękę.

-Pańska narzeczona, tak jak sądziłem straciła wzrok, ale możemy operacyjnie jej go przywrócić, tylko nie w Anglii. Taka operacja jest tylko możliwa w Stanach Zjednoczonych lub jeśli sprowadzi pan doktora Petersona. To dość skomplikowana operacja. 
-To jej jedyna szansa?
-Tak. 

Angela
  
     Już nigdy nie zobaczę uśmiechu Clary czy Nathana. Mój świat ogarnął mrok. Na zawsze... Usłyszałam otwieranie drzwi. 
-Nathan?
-Tak. 
-Co z Justinem?
-Walczy o życie. 
-Chcę do niego iść. 
-Nie możesz. 
-Bo co?
-Bo, Selena przy nim jest. 
-Ona? Co tutaj robi?
-Kocha go. Ja też tu jestem, bo cie kocham. -ścisnął moją rękę, a ja szukałam źródła jego głosu -Wszystko będzie dobrze. Oboje wyjdziecie z tego. 
-Spójrzmy prawdzie w oczy. Ja nigdy nic już nie zobaczę. 
-Angela, nie mów tak. -usiadł obok mnie i pocałował w czoło -Przejdziemy przez to razem. 
-Nie opuścisz mnie? W tej chwili? Po wypadku?
-Nie. I nigdy tego nie zrobię. 
-Co z Clary?
-Tato się nią zajmuję. 
-Podbrzusze mnie boli.
-Bo straciłaś dziecko. 
-Co? 
-Byłaś w ciąży z naszym drugim dzieckiem.
-Wybacz mi! Nie chciałam by umarło. Nie wiedziałam o nim... 
-Nasz synek jest teraz w niebie i patrzy na nas. 
   Zaczęła płakać i modlić sie o to by Justin przeżył. To była moja wina! Tylko i wyłącznie moja wina. Nagle ktoś wszedł do sali.
-Zadowolona jesteś z siebie? Justin jest na sali operacyjnej i próbują naprawić to, co ty zepsułaś.
-Selena? -patrzyłam w przestrzeń przed sobą. 
-Tutaj jestem, ślepoto. 
-Nie mów tak do niej. Ona nie widzi. -Nathan oderwał się ode mnie
-Tylko to? Dla mnie mogłabyś zginąć na miejscu. 
-Przestań! -zaczęłam płakać. -Ty chociaż widzisz, a ja nigdy już nie zobaczę uśmiechu córeczki.
-Wyjdź już. -Nathan otworzył drzwi
-Jeśli Justy umrze, to twoja wina! - i wyszła


*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*
   Nathan na razie dotrzymuje słowa i ze mną jest. Zawsze. Pomaga mi z nowymi dla mnie rzeczami. Justin leży jeszcze w szpitalu. Wyjdzie z niego za 5 tygodni. Ja dzieki chłopakom staram się normalnie zyć. Przeniosłam sie do rodziców. Oni też mi dużo pomagają. 


Nathan
   Codziennie widzę jak się męczy. A ja muszę wyjechać i sprowadzić tego lekarza. 
-Tato, musze wylecieć jak najszybciej. 
-Chcesz ją opuścić? W takim momencie?
-Chcę by znów widziała. Sprowadzę ze Stanów doktora Petersona. On jej pomoże. 
-To dlaczego jej nie powiesz?
-Nie chcę jej robić nadziei.
-Masz rację. 
-Muszę wylecieć jak najszybciej. -i usłyszałem za sobą trzaśnięcie drzwiami
     Wybiegłem na korytarz i zobaczyłem jak Angela biegnie przed siebie. 
-Angela!
-Zostaw mnie! Po co ci taka kaleka?
-To nie tak! -podszedłem do niej
-A jak? -odwróciła się -Nie chcesz być z kaleką, rozumiem. Wolisz uciec.
-Gdybym nie chciał z tobą być, uciekłbym od razu. Kocham cię, zrozum to.
-Więc czemu uciekasz?? Zawsze tak robisz, gdy robi się skomplikowanie. Leć do tych stanów i nigdy nie wracaj. Przestałeś dla mnie istnieć. -poszła dalej korytarzem, aż zniknęła w swoim pokoju

Angela

*2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ*
     Nienawidzę Nathana. Lepiej zostawić dziewczynę, niewidomą dziewczynę z dzieckiem i uciec. Tak najłatwiej. 
     Przechodziłam właśnie przez pasy, gdy wpadłam na kogoś. 
-Przepraszam najmocniej.
-Nic nie szkodzi. 
-Na pewno? -rozłożyłam laskę
-Tak. Jak masz na imię?
-Angela. A ty?
-James. Dasz zaprosić się na kawę?
-Pewnie. Przypominasz mi mojego dawnego ukochanego. 


Nathan
     Angela wpadła na mnie na środku ulicy.  
-Przepraszam najmocniej. -powiedziała
-Nic nie szkodzi. 
-Na pewno? -rozłożyła laskę
-Tak. Jak masz na imię?
-Angela. A ty?
-James. -wymyśliłem na poczekaniu - Dasz zaprosić się na kawę?
-Pewnie. Przypominasz mi mojego dawnego ukochanego. 
     Zabolały mnie te słowa, ale słusznie zasłużyłem. Ale załatwiłem jej lekarza. Za miesiąc będzie miała operacje i wzrok jej wróci! Ale ona mnie nienawidzi! "Przestałeś dla mnie istnieć!" -ciągle brzmiały mi w głowie jej słowa. 
-James... Opowiedz coś o sobie...

_________________________________________________________________________________
 I OTO 37!!
Czy operacja sie uda i czy Nathan na nowo rozkocha w sobie Angelę?
Zapraszam już na 38 rozdział "Boje się!!"

Rozdział 36 "On nie może umrzeć!!" +NOTKA

Przeczytajcie notkę na samym dole!!!

_________________________________________________________________________________

*2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ*
    Siedzę z półroczną już Clary we własnym mieszkaniu. Ciasne, ale własne... czy jakoś tak. Z dala od Nathana, z dala od Justina, z dala od tego całego życia. Teraz ważna jest tylko Clary. 
   Tak, znów uciekłam od Nathana. Od mojego niedoszłego ślubu z Justinem minęło 2 miesiące. Zerwałam zaręczyny, wyniosłam się od Willa. Jedyne osoby, które wiedzą, gdzie mieszkam to: Willy, tato, mama, Kelsey, Tom i Jay. 
    Aśka, zrozumiała, że Max tylko się nią bawił i wyjechała do stanów, gdzie spotkała Kendalla. Teraz tworzą piękną parę i chyba nawet szykują się do ślubu. 
     Wracając do mnie. Teraz mieszkam w północnej części Londynu. Mam dobrą pracę i zajmuję sie córeczką. Od pamiętnej nocy z Nathanem nie widziałam go, bo dwa dni później wyjechał w trasę po USA. 
    
   Nagle dostałam sms-a od Justina.

Od: Justin :)
   Angela, pojedziesz ze mną na spotkanie z Seleną?

Do: Justin :)
   Tak, tylko załatwię opiekunkę dla Clary. Napisz gdzie, kiedy, o której?

Od: Justin :)
  Przyjadę po ciebie, skarbie.  Tak o 15 w środę. A gdzie teraz moja ukochana mieszka?

Do: Justin :)
    Na Backer Street. Justin, tylko nic nie mów Nathanowi. Chcę się odciąć od was obu. 

Od: Justin :)
  Kochanie, możesz być oto spokojna, Nathan się o niczym nie dowie. Ale powtarzam to co przed naszym rozstaniem: Zawsze cię będę kochał. Wiem, że Nathan też ci tak mówi. Ja zaczekam na ciebie. 

Do: Justin :)
   Dziękuję, ale powtarzam TERAZ najważniejsza jest Clary.

Od: Justin :)
  Kochanie, ja mogę czekać, aż będziesz gotowa. Chcę być przy was. Tak jak przez te prawie 6 miesięcy. Dobra, muszę kończyć, Scooter woła. Buzi...;* <3 Ucałuj malutką i do zobaczenia jutro.

Do: Justin :)
  No buziaczki :* :* :* Do jutra :) 


*NASTĘPNY DZIEŃ*
-Justin, zwolnij. 
-Chcę być tam szybko i zakończyć wszystko. 
-Pozabijasz nas.
-Angela, spokojnie. Mam juz dość tego jak ona się mną bawi. 
-Nie dobrze mi. Zaraz zwrócę ci na tapicerkę. 
-Za chwilę będziemy na miejscu. Słuchaj... czemu nie pozwalasz Nathanowi widywać córki?
-Nie, że nie pozwalam. Po prostu on nie wie gdzie mieszkam. On ma do niej prawo.
-A ja do ciebie....
-Justin, rozmawialiśmy o tym. Cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. -przytuliłam sie do jego ramienia
-Też sie cieszę. Zrozumiałem, że nigdy nie pokochasz mnie tak jak Nathana, ale będę się starał, by to uczucie w tobie zakiełkowało. 
-Wiesz,że jedyną miłość jaką mogę ci dać to ta braterska? A teraz powiedz mi... Dlaczego ja z tobą jadę?
-Chcę dać Selenie nauczkę. Udawajmy zakochaną parę. Proszę zrób to dla mnie...
-Dobrze. -pocałowałam jego policzek

-Hej!- przywitała chłopaka dziewczyna, która mnie nie zauważyła
-Witaj Sel. -Justin podszedł do niej, a mnie pociągnął za sobą -Poznaj Angelę.
-Miło mi. -wyciągnęłam do niej dłoń, ale ona tylko mnie zmierzyła
-Zamieniłeś mnie na tą wywłokę? Jezu, Justin wzrok ci sie psuje...
-Nie obrażaj jej. To ty odeszłaś.
-Długo nie cierpiałeś.
-Wykorzystywałaś mnie.
-A ona? -Selena wskazała na mnie
-Odczep się ode mnie. Popatrz lepiej na siebie. -ścięłam ją wzrokiem - Weź się dziewczyno zmień. Z takim nastawieniem życiowym to nikt cię nie zechce.  Powiedz mi jedno: kochałaś go czy jego pieniądze??
-Chyba ty kochasz jego forsę. Latasz z kwiatka na kwiatek. Nathan, Justin, Louis. Jesteś puszczalską jędzą. Złapałaś go na bachora.
    Justin popatrzył na mnie, ale wzrokiem powiedziałam, że sobie poradzę.
-Clary nie jest bachorem, rozumiesz. Justin dobrze wiedział, że to nie jest jego dziecko. Pomagał mi całą ciążę. Kocha Clary jak własne dziecko. Więc się nie mieszaj w nasze życie. To nie ja byłam z nim dla sławy. Bo co?? Bo ma nazwisko? Nigdy nie wykorzystałam tego. Dla mnie jest zwykłym chłopakiem z marzeniem, które spełnił. Możesz mnie nazywać jak chcesz, ale nie znasz prawdy, więc... lepiej się zamknij i mów po co tutaj ściągnęłaś Justina?
-Właśnie. Nie powiem, że nam się trochę śpieszy. -Justin usiadł i usadowił mnie na swoich kolanach
-Nie chcę przy niej rozmawiać z tobą.
-Musisz się pogodzić z tym, że nie mamy przed sobą tajemnic. Więc o czym chciałaś rozmawiać?
-Chciałabym wrócić do ciebie.
-Co wydajesz? Płytę czy nowy badziewny film? Huh? -Justin się na nią popatrzył
-Tęsknie za tobą. Byłam głupia, że odeszłam.
-Nie wątpię w to. -usłyszałam cichy szept Justina.
-Chcesz do niej wrócić? -spytałam go na ucho
-Nie wiem. Coś odżyło do niej. Ale dalej chcę ciebie. -pocałował moją szyję


Nathan
-Jak to zniknęła?-spytałem ojca, który siedział w gabinecie
-Normalnie. Poczekaj, zostawiła dla ciebie list. -George szukal czegoś w szufladach i po chwili podał mi kopertę
   Otworzyłem ją i wyleciało z niej nasze zdjęcie z Wielkanocy, jak stałem obok niej i trzymałem za rączkę Clary. Myślałem, że nikt nie widzi. I wtedy położyłem rękę na jej talii. W końcu wyciągnąłem złożoną kartkę, z której wyleciała bransoletka z moim imieniem. Rozłożyłem papier i zacząłem czytać.
 
 " Nathan. 
        Najdroższy ukochany.
  Jak już wcześniej pisałam, wiem co do ciebie czuję. KOCHAM CIĘ lecz za dużo razy wzajemnie wbijaliśmy sobie noże w serca. Chcę być z tobą, budzić się i być pewna, że nigdy mnie nie opuścisz. 
     Dalej zamierzam odciąć Clary od wszystkiego. Postanowiłam się wynieść. Nie szukaj mnie, skontaktuje się z tobą jak tylko urządzę się w nowym miejscu.
   Robię to też dlatego, że już nie chcę słuchać twoich pustych obietnic. Obiecałeś mnie nie opuszczać- opuściłeś. Mówiłeś, że nie odpuścisz sobie walki o nas- odpuściłeś. Miałeś z nas nie zrezygnować- zrobiłeś to. Obiecałeś nie wiązać się z Irmą- złamałeś dane mi słowo.... Mogę tak wymieniać i wymieniać. Oddaję ci bransoletkę. Za bardzo mi przypomina... Mała przypomina ciebie z zachowania. 
  Widzisz to zdjęcie?? Mogliśmy być tacy szczęśliwi... Niestety, oboje nie umiemy walczyć. Mam nadzieję, że jak za jakiś czas się spotkamy, to będziemy wspominać te dobre rzeczy. Człowiek żyje po to, aby kochać. Jeśli nie kocha - to nie żyje, więc ja żyję dla ciebie.

               Kocham cię.
                  Angela"

-George, Clary w domu. -Klaudia weszła do gabinetu.
        Od razu podszedłem do "macochy" i wyrwałem jej z rąk rączkę nosidełka. Mała akurat spała.
-Sądzę, że chce zostać sam z córką. Chodźmy. - i zostawili mnie z nią samego
-Jak ja za tobą tęsknie. Kocham was. Nie wiem, jak bardzo chcę być przy tobie cały dzień. -Clary ziewnęła- Jak mamusia.... -uśmiechnąłem się przez łzy 
       Wziąłem kartkę papieru i od razu odpisałem na jej list, co chwila spoglądając na córeczkę. 

" Moja najdroższa ukochana Angelo!
    Przepraszam za wszystkie złamane obietnice. Nie chcę ci obiecywać, kolejnych i niepotrzebnych rzeczy, którymi i tak cię nie przekonam byś wróciła. Wychowaj naszą córeczkę na dobrą dziewczynę i opowiadaj jej o mnie. Chcę, Pragnę widzieć was codziennie, i co noc, tak jak tej nocy, udowadniać ci jak mocno za tobą tęskniłem i jak bardzo cię kocham. 
    Masz rację za dużo razy zraniłem cię, a ty mnie. Ale wiedz, że dzień, w którym urodziła się malutka jest dla mnie najlepszym dniem, zaraz po tym jak weszłaś do klasy i usiadłaś obok mnie. 
    Możesz być pewna. Moje uczucia względem ciebie nigdy się nie zmienią. Czy to nie jest wielka rzecz - znaczyć dla kogoś wszystko?  Znaczysz więcej niż możesz sobie to wyobrazić.
                     Kocham Cię.
                            Twój Nathan"
   
     List schowałem w nosidełku, tam gdzie schowała pieluchy dla Clary. Pocałowałem córeczkę w czoło i spędziłem z nią resztę po południa.


Angela
-Justin, możesz zwolnić. -siedziałam wbita w fotel
-Boże, twój pocisk... Gdzie się tego nauczyłaś?
-Chamskim trzeba się urodzić. -uśmiechnęłam się.
-Ty nie jesteś chamska, tylko wygadana. -spojrzał w moją stronę
-Patrz lepiej na drogę, a nie na mnie.
-Dam ci tylko ostatnie buzi. -schylił się w moją stronę i musnął moje wargi.
      Nagle usłyszeliśmy trąbienie ciężarówki. Oderwaliśmy się od siebie i zobaczyłam, że tir pędzi prosto na nas. Nie było gdzie uciec. I nagle poczułam ból, ból nie do zniesienia. Auto przeturlało się z górki, a Justin złapał moją rękę.
-Kocham cię. -wyszeptał, i straciliśmy przytomność

Nathan
  Siedziałem w gabinecie z ojcem, gdy nagle zadzwonił mój telefon. Odebrałem go.
-Pan Nathan Sykes?-spytał mężczyzna w słuchawce
-Tak o co chodzi?
-Pani Angela Levy miała wypadek. W portfelu znaleźliśmy kontakt do pana. 
-Co się jej stało?
-Proszę jak najszybciej przyjechać do szpitala św. Tomasza.
-Będę jak najszybciej. -rozłączyłem się
-Co się stało?-ojciec wstał razem ze mną
-Angela miała wypadek. Jadę do szpitala. 
-Jadę z tobą. 
-Nie tato. Ktoś musi z Clary zostać. Zawiadom resztę. Zadzwonię ze szpitala.

  Siedziałem pod sala operacyjną z chyba 2 godziny. Chłopaki juz do mnie dołączyli i zaczęli mówić, że wszystko będzie dobrze. Angela nie może umrzeć, bo wtedy i ja umrę. 
  Z sali wyszedł doktor. 
-Pan Nathan Sykes.
-To ja. -podszedłem do niego - Co z nią?
-Bardzo źle. Ale gorzej jest z Justinem Bieberem. On umiera.
-On nie może umrzeć!!!!- wydarła się na pół korytarza Selena (tak, zadzwoniłem po nią)
-Wracając do pani Angeli. Może nie odzyskać wzroku. Dostała odłamkiem, a dokładniej wbił się w skroń i uszkodził nerw wzrokowy... Teraz najważniejsze są najbliższe godziny.  A i jeszcze jedno.....

_________________________________________________________________________________
NOTKA!!!!
Rozdziały będą dodawane raz na tydzień, ze względu na mój późny powrót ze szkoły. Jestem ponad 11 godzin w szkole, bo mam jeszcze dodatkowe lekcje i korki.... Więc nie proście mnie (NATALIO!!!!) bym dodała wcześniej. Umawiamy się na niedziele. Jakby co uprzedzę was na fb o różnych komplikacjach!

_________________________________________________________________________________

I OTO JUŻ 36 ROZDZIAŁ!!
Co lekarz ma do powiedzenia? I co będzie z Angelą I Justinem?
Dowiecie się w 37 rozdziale "Wybacz mi!"

niedziela, 8 września 2013

Rozdział 35 "Idziesz ze mną!"

-Nie, Nathan. Już mam dość rozmów z tobą.
-Ale tylko 5 minut. -popatrzył na mnie chwilę -Ostatni raz. Juz potem dam ci spokój.
-No dobra.

-Czego chcesz Nathan?-spytałam wchodząc do gabinetu
-Oszalałaś? Kiedy chciałaś mi powiedzieć?
-O czym?
-O ślubie. Jak powiecie sobie tak?
-Też się dopiero dowiedziałam. Ale coś ty taki zazdrosny? Czy ja robiłam ci sceny, że ożeniłeś się z Irmą? Może tak, ale jak pragnę zauważyć, ja dowiedziałam się, gdy już byłeś po ślubie. I szczerzę cię za to nienawidzę. Złamałeś kolejną obietnicę.
-Nic nie  złamałem.
-Wróć do swojej rodziny.

-Ona jest tutaj.
-A twoja żona i syn? Ja jestem szczęśliwa z Justinem, tak samo jak ty z Irmą.
-Popełniasz błąd.
-To ty go popełniłeś, żeniąc się z NIĄ!
-Zmusiłaś mnie do tego, bo uciekłaś z Justinem i Clary do Kanady.
-Bo ty spłodziłeś bękarta.
-Nie mów tak o Austinie.
-A jak?? Zmajstrowałeś go jak byliśmy razem. Przestań mieszać w mojej głowie.
-Oboje czujemy to samo...-powiedział podchodząc do okna -Chyba, że ty... -popatrzył na mnie ze łzami w oczach
-Nie wiesz jak bardzo chciałabym cię znienawidzić. Dałeś mi powód, bym to zrobiła, ale ja tak nie umiem.
-Też chciałem przestać cię kochać, ale nie potrafię. Jestem w tej chwili bezradny. A teraz nie chcę, bo możemy być razem i wychowywać naszą córeczkę i dać jej normalną rodzinę.-popatrzył mi w oczy
-A Austin? Ja chcę stworzyć normalną rodzinę z Justinem. Kocha Clary jak własną córkę.
-Kochasz Justina tak jak mnie?
-Ciebie nie da się kochać.
-Przed chwilą powiedziałaś, że mnie kochasz.
-Zapomnij o mnie.
-Nie mogę. Za mocno cię kocham...-podszedł do mnie -Wiesz dobrze, że jesteśmy sobie przeznaczeni.-pocałował mnie, po czym dostał z liścia
-Coś ci już mówiłam... Masz tego nie robić...
-Przepraszam. -pocałował mnie jeszcze raz, ale tym razem przytrzymał moje dłonie, więc ugryzłam go w wargę -Kurwa!
-Coś ci mówiłam. Nawet mnie nie tykaj. Wracaj do swojego domu, a mi daj wyjść za Justina.
-Muszę ci coś powiedzieć...
-Nie chcę tego słuchać. -wyszłam z gabinetu, zostawiając tam Sykesa samego

*2 dni później*
-Tato, boje się. -stałam na górze schodów, trzymając tatę za rękę.
-Nie masz czego. Najgorsze jest tylko pierwsze 10 lat, potem z górki.
-Dzięki, ze jesteś. Tak mi brakuje moich prawdziwych rodziców.
-Masz nas. Wiem, że Klaudii nigdy nie wybaczysz, tak jak ja. Ale traktuj dalej ją jak matkę. -przytulił mnie -Gotowa na ten wielki dzień?
-Tsaa... Dobrze, że wszystko jest na świeżym powietrzu. Justin się postarał. -szliśmy po schodach. -Mama zajmuje się Clary?
-Tak, skarbie. Nie denerwuj się. Będzie dobrze, Chłopaki z TW przyjdą.
-A Nathan?
-...
-Tato...
-On dalej cię kocha.  Chodził przybity przez dwa dni. Nie cieszy się, że wychodzisz za mąż.
-Ja nawet nie wiedziałam kiedy się żeni. Wiesz co mi powiedział w dniu swojego ślubu? Że mnie kocha. -stanęliśmy przy drzwiach
-Chciał dać małemu ojca.
-Nie musiał się z nią żenić. -wyszłam na zewnątrz
-Angela, ty jesteś zazdrosna.
-Wcale nie...
-Starego ojca nie oszukasz.
-No dobra. Zabolało to, że ma żonę. Wiedziałam, że nie będzie już mój.
-Niedługo ty nie będziesz jego. Złożył papiery o rozwód. Mój przyjaciel jest jego adwokatem. -usiedliśmy w limuzynie.
-Jak to? Bierze rozwód?? Dlaczego?
-Irma, jak dobrze pamiętam, powiedziała mu, że Austinek jest jego synem, a w rzeczywistości jest synem Mikołaja.
-Pewnie to chciał mi powiedzieć.

Nathan
   Chłopaki się szykowali na ślub Angeli, a ja właśnie wróciłem z rozprawy rozwodowej. W końcu jestem wolny!!! Mogę stworzyć z Angela rodzinę. Muszę zapobiec temu wielkiemu błędowi. Ona go nie kocha.
   Jechałem do Królewskich Parków przygotowany na najgorsze. Ślub miał się odbyć tutaj. Zaparkowałem i poszedłem do stadniny po konia. Angela tak strasznie je kocha.
    Ruszyłem konno do tego miejsca. Zszedłem z konia i usłyszałem
-Jeżeli ktoś, zna powód, by tych dwoje nie mogło zawrzeć związku małżeńskiego, niech zamilczy teraz lub zamilknie na wieki.
-Ja! -wydarłem się,a wszyscy się popatrzyli na mnie

Angela
  Co on tutaj robi? Nie miało go tutaj  być.
-Nathan, nie rób nic głupiego. -Tom wrzasnął na przyjaciela.
-Angela, idziesz ze mną.
-Nie.- Justin stanął przede mną
-Odsuń się od niej. -Nathan wyciągnął broń. -Angela, idziesz ze mną. - zaczął machać bronią
-NIE!-Justin nie dawał za wygraną. -Ona tutaj zostaje.
-Nie mówiłem do ciebie. Angela, mówię ostatni raz. Idziesz ze mną.
-Dobra, tylko nikogo tutaj nie zabij. -podeszłam do niego i usiadłam na koniu.
     Po chwili Nathan tez na niego usiadł i ruszyliśmy jakąś drużką przed siebie. Podróż trwała chyba z kilka godzin, tak mi się wydawało. To był nasz domek nad jeziorkiem. Zeszłam z konia i ruszyłam w stronę domku.
-Angela!-usłyszałam za sobą, a ja wystawiłam w tamtym kierunku tylko środkowego palca i poszłam przed siebie.
     Weszłam do domku i skierowałam się do mojego pokoju. Usiadłam na fotelu bujanym i patrzyłam przed siebie. Po chwili do pokoju wszedł Nathan.
-Wyjdź stąd. -nie patrząc na niego przewróciłam stronę czasopisma
-Chyba nie....
-Chyba tak...
-Angela, nie zachowujmy się jak pięciolatki.
-Ja się tak nie zachowuję.-wstałam, wyminęłam go i zbiegłam po schodach.
      Wybiegłam z domu i zaczęłam biec w stronę szosy. Niestety moja kondycja i choroba serca, dają o sobie znać. Zaczęłam zwalniać. I wtedy Nathan złapał mnie w pasie.
-Puść mnie. Ja chcę na mój ślub.
-Nie wykonalne.
-Ja chcę i tyle. Justin mnie już szuka. Muszę do Clary.
-Nie musisz... Clary się zajmą, a ty zostajesz tutaj.
-Muszę. Nienawidzę cię.
-Nie okłamuj się.
-Nie kłamię. Jesteś złem.
-Takim jak ty. -odwrócił mnie twarzą do siebie
-Jedyne co nas ma łączyć to Clary, nic więcej.
      Pocałował mnie brutalnie. Zaczęłam się szamotać, lecz po chwili poddałam się jego uciskowi. Rozluźnił nie co swój ucisk, a ja przywarłam do niego. Wziął mnie na ręce i zaniósł do domku. Otworzył drzwi z kopa i tak samo je zamknął. Ciągle się całując poszliśmy do sypialni, naszej sypialni. Postawił mnie na ziemi i delikatnie rozpiął zamek sukni ślubnej, która po chwili sunęła się na ziemię. Stałam przed nim w samej bieliźnie.
      Podeszłam do niego i ściągnęłam jego marynarkę i koszulkę. Wspięłam się na palce i pocałowałam go. Gdy tylko pod palcami poczułam jego skórę, uświadomiłam sobie jak bardzo za nim tęskniłam. Brakowało mi jego dotyku, którym teraz mnie obdarzał.
      Nathan położył mnie delikatnie na łóżku. Złapałam pasek jego spodni i rozpięłam go.

Nathan
     Tak brakowało mi jej aksamitnej skóry pod moim palcami. Całą noc mogłem się o tym przekonywać. Angela spała teraz odwrócona do mnie tyłem. Pogłaskałem jej jedwabną skórę pleców, co ją obudziło.
-Naathan...-wymruczała, wtulając się w moje ciało.
-Tak?
-Nie powinniśmy.
-Czujesz, że to błąd?
-Nie, ale... Irma...
-Nie jesteśmy już małżeństwem. Austin nie jest moim synem.
-Wiem.
-Skąd?
-Tato mi powiedział.
-Co ci powiedział?
-Że mały jest synem Mikołaja.
-Tak, ale kocham szkraba. Przez trzy miesiące myślałem, że to mój syn, zdążyłem go pokochać.
-Już. Nathan. Odpocznij. Prześpij się i rozluźnij swoje napięte mięśnie.
-Masz rację.- pocałowałem ją w głowę i natychmiast usnąłem, wsłuchany w jej głos

Angela
    Gdy tylko usnął wydobyłam się z jego objęć i szybko ubrałam. Zostawiłam liścik i wyszłam z domku. Ruszyłam w stronę szosy, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że mamy konia. Wsiadłam na zwierzę i ruszyłam na stadninę.
    Z ośrodka dla jeźdźców zadzwoniłam do Justina, by po mnie przyjechał. Chłopak już po 15 minutach tulił mnie.
-Nic ci nie jest?
-Nie. -uśmiechnęłam się blado
-Coś ci zrobił?
-Nie. Zamknęłam się w pokoju i nie wpuszczałam, aż zasnął. Wtedy uciekłam.
-Muszę ci cos powiedzieć.
-Co Justin?
-Selena dzwoniła i mówiła, że chyba popełniła błąd i chce się ze mną spotkać.
-Mam iść z tobą?
-Tak.  Boże, tak się o ciebie martwiłem.
-Dobrze być znów wśród swoich. -przytuliłam Biebera.
-Mała też tutaj jest.
-Daj mi ją.
     Gdy tylko to zrobił, uścisnęłam Clary i przytuliłam się do Justina.
Tęskniłam za wami.-popłakałam się -I Nathana -pomyślałam

Nathan
    Obudziłem się i zauważyłem, że nie ma obok mnie Angeli. Na jej poduszce leżała karteczka.

"Nathan,
Ta noc była magiczna. Dzięki niej zdałam sobie sprawę z moich uczuć do ciebie i do Justina. Nie miej mi tego za złe, ale musiałam po raz kolejny uciec. Chciałabym patrzeć jak się budzisz, ale za dużo razy wzajemnie się raniliśmy. Myślałam nad tym pół nocy. Dla mnie to za szybkie tempo. Na razie chcę się skupić na Clary i nie chcę w swoim życiu żadnego faceta. Nie chcę ani ciebie, ani Justina.
        Ta noc niech zostanie między nami.
                 Całuję
                   Angela "



-Gdzie ty teraz jesteś??

_________________________________________________________________________________
I OTO 35 ROZDZIAŁ!!!
Co się stanie na spotkaniu Selena vs. Angela?
Dowiecie się w 36 rozdziale pt "On nie może umrzeć!!"